Witajcie przyjaciolki i przyjaciele. Kilkakrotnie byl poruszany temat odchudzania i diety, wiec moze i ja trzy slowa. Jesli chodzi o diete to zmobilizowaly mnie do odchudzenia... zdjecia z wczasow, na ktorych to dopiero zauwazylem jakim jestem gru_base_m i w ogole (185 cm 93 kg, dodam ze od zawsze wazylem 75). Prosta sprawa: mniej jesc- tak tez uczynilem. Jadlem rzeczywiscie mniej, a efekt? 1 kg w dol po 3 tygodniach zmniejszonego jedzenia. Mysle sobie: gosciu, w takim tempie predzej umrzesz niz sie odchudzisz, zastosuj cos bardziej radykalnego . Niewiele sie zastanawiajac, wybor padl na glodowke: metody znanej od setek lat, stosowanej bardziej w celach leczniczych i zdrowotnych niz odchudzajacych. Dziennie jadlem 1 grapefrujta i pilem rewelacyjna, lekko gazowana wode mineralna Muszyna (nie 'Muszynianka') z zielona etykietka (sa tez z niebieska bardzo gazowane). To wszystko. Czasem zamiast grapefrujta zjadlem 2-3 brzoskwinie. Po 11 dniach schudlem 7,5 kg: przez pierwsze 5 dni po 1 kg, a potem co 0,5. Caly czas sie swietnie czulem. Glod doskwieral mi przez pierwsze 3 dni (na trzeci dzien obudzilem sie w srodku nocy z glodu

, poszedlem do kuchni, wypilem szklanke wody i dalej polozylem sie spac.). Od czwartego dnia zoladek przyzwyczail sie do tego stanu i w zasadzie glodu nie odczuwalem. Nawet przyrzadzajac cos w kuchni nie ciagnelo mnie zbytnio do jedzenia, tylko wolalem moja piekniejsza polowe by probowala na smak czy juz jest dobre i dodawala przypraw

. Po glodowce wcale nie rzucilem sie na jedzenie, przeciwnie: dopiero teraz potrafie jesc mniej tzn. przychodzi mi to bez trudu. Do lekarza nie chodzilem, choc oczywiscie nie jest to zadnym wyznacznikiem-w niektorych przypadkach kontrola lekarska byc moze jest konieczna- osobiscie sadze, ze znamy swoj organizm na tyle, ze zwykla obserwacja jego reakcji jest wystarczajaca. Reasumujac: glodowka nie jest taka straszna na jaka wyglada

Pozdrawiam Aldek