|
20.12.2002r. piątek Z poranną pobudką był mały problem. Telefon komórkowy Asi obwieścił czas wstawania jak prawie zawsze o godzinie 8.00. Ponieważ jednak poprzedniego dnia poszliśmy spać o północy, a później zbudziliśmy się o czwartej (dokładnie w połowie snu) obudziłem się niewyspany. Asia wyłączyła telefon i spałem dalej. Do 8.30 – później trzeba było nieodwołalnie wstać. Zaczął się codzienny kierat. Od dziewiątej do siedemnastej spędzę czas w pracy – jak co dzień. Lubię swoją pracę ponieważ: 1. dzięki niej zarabiam pieniądze i mogę utrzymać rodzinę, 2. mam samochód służbowy i nie płacę za benzynę, 3. mam dostęp do internetu, 4. zawiera pewne elementy pracy biurowej, Nie lubię swojej pracy ponieważ: 1. Wymaga kontaktów z klientami, 2. Wiąże się z codziennym obowiązkiem i dyscypliną 3. Bywa stresująca Największy ból związany jest z kontaktami z klientami. Czy kiedykolwiek będą mi one sprawiały radość? Aby tak było muszę być ekspertem w swojej dziedzinie, cały czas się doskonalić, by móc odpowiadać na wszystkie wątpliwości klientów. Na pewno wymaga to bardzo dużo pracy. Warto jednak tą pracę podjąć, ponieważ warunki, na jakich pracuję w są lepsze od tych, jakich oczekiwałem. Mój szef oczekuje ode mnie większej intensywności kontaktów, nawiązywania wręcz nieformalnych relacji z pracownicami klientów. Tymczasem ja jestem niestety raczej wstrzemięźliwy w nawiązywaniu nowych kontaktów. Muszę pracować nad swoim ekstrawertyzmem w pracy. Być coraz bardziej otwartą osobą. Rozmawiać dużo z pracownikami naszego biura o pracy. To jest podstawa. Ciągle marzę o tym, że któregoś dnia podejmę pracę, która nie będzie wymagała kontaktów z klientami. Zastanawiam się, w jakich działach firm mógłbym pracować – w grę wchodzi księgowość, dział personalny (to interesowałoby mnie bardzo), dział marketingu (przygotowywanie produktów i procedur). Kiedyś się musi udać – gdyby jeszcze udało się połączyć to z dobrymi warunkami pracy. Praca to drugi z najważniejszych elementów mojego życia. Pierwszym jest rodzina, czyli Asia. Z Asią problemy są właściwie 2: obrażanie się i sex. Poza tym jest idealnie! Moja żona jest bardzo absorbująca, wymaga ciągłej uwagi. Oznacza to dla mnie brak czasu na własne zajęcia – na czytanie, oglądanie meczów i słuchanie muzyki. Trudno mi z tego wszystkiego zrezygnować, bo byłem przyzwyczajony do poświęcania czasu samemu sobie. Staram się jednak bardzo mocno. Z seksem jest trudniejsza sprawa. Mam problemy z erekcją i wiąże się to najprawdopodobniej z problemem psychicznym. Wcześniej był nim strach. Przestałem się jednak bać przerwania błony dziewiczej Asi. Teraz mam wrażenie, że brakuje mi bodźców do podniecenia. A potrzebuję naprawdę silnych, ze szczególnym uwzględnieniem miłości francuskiej, która jest dla mnie właściwie jedynym skutecznym afrodyzjakiem. Moja żona od jakiegoś czasu jednak przestała mi dostarczać takich przyjemności. Tymczasem nawet, gdy uda mi się uzyskać erekcję nie mogę jej długo utrzymać. Asia w środku jest bardzo ciasna, ale podobnie było z poprzednimi partnerkami. Czasem używam całkiem dużo siły, a mimo to odczuwam blokadę – po prostu dalej nie mogę wejść i już. Kontakt z jej genitaliami mnie nie podnieca. Często jestem bardzo zmęczony i śpiący. To potęguje problem. Asia odczuwa satysfakcję z seksu, a ja nie. Mimo wszystko jest jedyną kobietą, która doprowadziła mnie do orgazmu. Z tym, że zrobiła to ręką. Chcemy mieć dziecko. Może nawet już teraz. Muszę je zrobić. Musimy je wykochać razem. Musimy! To chyba tyle na teraz. 27.12.02 piątek Już po świętach. Były niezwykłe, bo po raz pierwszy spędziłem je z Bogiem w moim sercu. Chciałbym, aby Bóg napełniał mnie wiarą, nadzieją, miłością. To jest możliwe tylko potrzeba mi więcej modlitwy, więcej wyciszenia, więcej zjednoczenia z Chrystusem w modlitwie. Przyjęcie komunii ma być dla mnie oczyszczeniem, uspokojeniem dla moich skołatanych nerwów. Dlaczego wchodząc do biura odczuwam napięcie, czuję jak pot napływa mi pod pachy? Potrzeba mi więcej pewności siebie, ale też więcej pracy, przygotowania, regularności i komunikacji. Pomóc może na pewno wiara, medytacja, wizualizacja. Nie mam jednak chwili czasu na wyciszenie. Te święta to również niezwykle naturalistyczne opowiadanie o śmierci. Jego autorką była przyszywana babcia Asi. Na długo zapamiętam te chwile i płacz tej biednej kobiety, która widziała jak najbliższy jej człowiek odchodził – stanął w obliczu śmierci. Poniedziałek 10.03.03r. Już w drodze powrotnej z Łodzi zaczęło się piekło. Asia nie może tych wizyt zdzierżyć. Jest zazdrosna o wszystko i wszystkich. Najbardziej o Jarka, z którym widziałem się pierwszy raz od pół roku. Powiedziałem Jej, że mi smutno, że tęsknię za Łodzią. Ona odbiera to jako zamach na swoją atrakcyjność. Boi się, że może przegrać współzawodnictwo z Łodzią. Czasem myślę, że wolałbym być kawalerem. Nie żenić się z Nią i mieć święty spokój. Gdy jednak byłem sam, też byłem nieszczęśliwy, brakowało mi kobiety. Teraz, gdy Ją mam chcę znowu być sam. Życie jest przewrotne. Zaraz wrócę do domu, a Ona jest śmiertelnie obrażona. Najpierw nie będzie się odzywać, później będzie krzyczeć, a później rzucać we mnie poduszkami. Krzycząc będzie wyrzucać w moją stronę wiele obelg. Będzie mi mówić, jaki jestem beznadziejny jako mąż. Ja tak nie uważam. Co prawda mam problemy z erekcją, ale czy one są powodem wszystkich nieporozumień, chyba nie. Chodzi przede wszystkim o brak zainteresowania i czułości z mojej strony, o to, że jestem zajęty pracą, a Ona tak bardzo się nudzi. Siedzi cały czas w domu i doprowadza ją to do strasznej frustracji. Oczekuje ode mnie, że wymyślę Jej jakieś zajęcia, a przecież Ona sama musi wiedzieć, czego chce. Nie mogę podejmować decyzji dotyczących Jej życia za Nią. Mogę Jej najwyżej doradzać, pomagać – jak do tej pory czynię to nieskutecznie, wszystkie moje propozycje są według Niej głupie, wszelka pomoc jest obiektywnie nieskuteczna. Jak mam Jej pomóc? Tylko okazując szczere zainteresowanie Jej osobą, tylko przezwyciężając własne stresy, zmęczenie i egoizm. Za bardzo koncentruję się na sobie. Nie potrafię Jej uważnie słuchać. To wymaga wysiłku, a ja po pracy mam ochotę jedynie odpocząć, a nie dalej się wysilać, wysilać się bardziej niż w pracy. Nie mam siły przede wszystkim dlatego, że nie jestem przez Asię akceptowany. Jestem wykpiwany, Ona potrafi być bardzo złośliwa i ironiczna. Nie ma litości wypowiadając słowa pod moim adresem. Teraz przynajmniej nie obrzuca mnie epitetami. Nie mówi jak kiedyś: ty grubasie, ty egoisto, nigdy nie mogę na Ciebie liczyć. Ciągle jednak pyta, po co jestem jej mężem. Ja sobie też czasem zadaję pytanie, czy to ma sens. Jedyny sens jest sensem religijnym. Małżeństwo jest nierozerwalne i nawet jeśli jest mi w nim bardzo źle muszę schylić kark i walczyć dalej. Nie poddawać się nigdy, zawsze walczyć! Tak chce Bóg! I wiem, że nadejdzie dzień, kiedy będzie lepiej! Środa 19.03.03 ...albo i nie nadejdzie. Jest bardzo ciężko – ciężko jak nigdy. Wali się mój świat związany z pracą i domem, a więc wali się cały, naprawdę cały. Co dalej? Mam ochotę na ucieczkę od wszystkich, od wszystkiego. Ochotę na spakowanie się, ucieczkę, wynajęcie kawalerki w Sopocie i życie nad morzem. Życie skromne – za małą pensję otrzymywaną za fizyczną pracę, życie samotne, ale właśnie takie, a nie inne. Pas, pas. Czwartek 27.03.03 Dziś jest lepiej, jedna decyzja w pracy znacznie ułatwiła mi życie. Bardzo się uspokoiło, choć szef lubi, gdy intensywnie pracuję. Przyszedłem do biura z entuzjazmem, z chęcią do pracy. Z drugiej strony byłem mocno rozluźniony, zrelaksowany. Otworzyłem skrzynkę, a tam 4 mejle szefa zupełnie odebrały mi ochotę do pracy. Niby nic, a jednak. Nie mogę się dobrze dogadać z kierownikiem oddziału, gdyż On lekceważy, jeśli coś jest do zrobienia. Ma silną pozycję w firmie i po prostu może też nie ma czasu i ochoty zajmować się tym, o co jest proszony. Nie przeze mnie, ale przez mojego szefa. Czy odpowiedzialny za to będę ja? Może powinienem zacząć działać, wiem, że działanie to najlepszy lek, ale dziś ogarnia mnie apatia. Nie poddam się jej, tym bardziej, że zbliża się weekend i będzie można trochę mniej myśleć o pracy. Ach gdyby tak udało się o niej zapomnieć, zrelaksować się na 100% i zapomnieć zupełnie. To może się udać tylko podczas dłuższego odpoczynku – urlopu. Wczoraj bardzo pokłóciłem się z Asią. Przypuszczam, że to kwestia Jej napięcia przedmiesiączkowego. Dziś dostała okres. Przyznam szczerze, że kłótnie z Nią robią na mnie za każdym razem coraz mniejsze wrażenie, zaczynam się przyzwyczajać. Jest mała poprawa w seksie. Viagra pomaga mi w osiągnięciu dłuższej erekcji. Do orgazmu ciągle jednak daleko. Ciągle też nie wiem, czy Asia jest ciągle dziewicą. Mam nadzieję, że nie. Choć czasami odczuwa ból i ten ból jest chyba właśnie wtedy, kiedy ja zaczynam odczuwać przyjemność. Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie mi z Nią dobrze w łóżku. Sęk w tym, że nigdy nie było mi dobrze z żadną dziewczyną. Nigdy nie odbyłem stosunku płciowego z prawdziwego zdarzenia. To jest bolesne. Mniejsza o moją satysfakcję. Kluczowa jest kwestia posiadania potomstwa. Nie ma na nie szansy dopóki nie będę miał wytrysku, gdy będę w Asi w środku. Mówię o metodzie tradycyjnej. ... więcej ť
|